Sola Scriptura nie działa!
Ze strony rzymskokatolickich apologetów można nie raz usłyszeć, że sola Scriptura nie może być prawdziwie fundamentalną zasadą, ponieważ protestanci są doktrynalnie podzieleni, czego dowodem ma być istnienie 30 tysięcy denominacji. Czasami ta liczba wśród tychże apologetów magicznie rośnie dochodząc do abstrakcyjnych liczb. Argument ten na pierwszy rzut oka może, dla osób, które nie mają żadnego pojęcia o jego naturze, wydawać się zasadny. Skoro istnieje 30 tysięcy, lub więcej, protestanckich denominacji, które uważają sola Scriptura za podstawową materialną zasadę, jest to dowód na to, że zasada ta nie może być prawdziwa czyli Pismo jako najwyższy oraz wystarczający autorytet nie może być skuteczne. W związku z tym, trzeba sobie jasno, już na wstępie, powiedzieć, że argument ten, tak chętnie wykorzystywany przez stronę rzymskokatolicką jest oparty na manipulacji, która wykorzystuje mechanizm znany w logice pod nazwą ekwiwokacji czyli nadania temu samemu pojęciu różnych znaczeń w obrębie tej samej dyskusji.
Otóż w 1982 roku ukazała się World Christian Encyklopedia (Światowa Encyklopedia Chrześcijaństwa), której redaktorem był David B. Barret i to w tym dziele upubliczniona została liczba 20 800 denominacji. Z czasem, w kolejnym wydaniu z 2001 roku ta liczba wzrosła do 33 830, a w 2020 do 45 tysięcy. Argument przeciwko sola Scriptura po stronie rzymskokatolickiej wynika nie tyle z liczb, co z manipulacji pojęciem denominacja. Innymi słowy rzymskokatoliccy apologeci na potrzeby swojego argumentu definiują pojęcie denominacji zupełnie inaczej, niż sama encyklopedia, na której danych tenże argument opierają.
Otóż Barret jako kryterium do zdefiniowania pojęcia denominacji użył klucza geograficznego i administracyjnego. Dla przykładu, jeżeli w jednym kraju istniało kilka zrzeszeń zborów baptystycznych (unii lub aliansów baptystycznych), Barret klasyfikował je jako odrębne denominacje. Tak więc podstawą podziału było to, że po pierwsze, te zgrupowania zborów leżały w tym samym kraju, a po drugie, że były zarządzane autonomicznie. Na przykład, gdybyśmy w Polsce mieli np. 30 niezależnych, posiadających osobowość prawną zborów baptystycznych (czy jakichkolwiek innych), to Barret zakwalifikowałby je jako 30 odrębnych denominacji. Dla redaktora encyklopedii denominacja to religijna jednostka organizacyjna funkcjonująca w ramach jednego państwa. Spojrzenie na denominacje, które prezentuje encyklopedia, jest statystyczne.
Na czym więc polega manipulacja po stronie rzymskokatolickich apologetów? Otóż wykorzystując dane zawarte w encyklopedii, zupełnie inaczej niż Barret definiują pojęcie denominacji. Kryterium nie jest statystyczne, a staje się doktrynalne. Weźmy przykład tych 30 baptystycznych zborów. Dla Barreta to tylko jednostki administracyjne, które nazywa denominacjami, rzymskokatoliccy apologeci na potrzeby swojego argumentu przedstawiają je jako różne od siebie doktrynalne grupy religijne. W ten sposób apologeci rzymskokatoliccy, zmieniając definicję, wykorzystują dane zawarte w encyklopedii do własnych, ustanowionych a priori celów. Gdyby przyjąć kryteria Barreta w stosunku do Kościoła Rzymskokatolickiego, to tylko sam fakt funkcjonowania tego kościoła w 236 krajach na całym świecie powodowałby, że należałoby uznać istnienie 236 odrębnych denominacji rzymskokatolickich. Gdybyśmy wzięli pod uwagę podział Kościoła Rzymskokatolickiego ze względu na obrządek to ilość denominacji rzymskokatolickich jeszcze by wzrosła. Niestety dla potrzeb argumentu wątek ten jest przez niektórych rzymskokatolickich apologetów pomijany.
Chciałbym w tym miejscu zauważyć, że dane z encyklopedii nie stanowią fundamentu dla argumentu po stronie rzymskokatolickiej, a są jedynie ilustracją, która ma uzasadniać cały argument. Co tak naprawdę leży więc u jego podstawy? Otóż argument opiera się na presupozycji (założeniu wstępnym), że Kościół Rzymskokatolicki stanowi nienaruszalną doktrynalną jedność, ze względu na autorytet magisterium kościoła i papieża Rzymu. Zarówno magisterium kolegialnie, jak i biskup Rzymu indywidualnie, definiują nieomylnie doktrynę kościoła, wobec tego rozbieżności, które wynikają z prywatnego sądu, co według strony rzymskokatolickiej cechuje protestantyzm, są eliminowane.
Problem jednak w tym, że po pierwsze odwołując się do danych Światowej Encyklopedii Chrześcijaństwa sami apologeci rzymskokatoliccy odwołują się nie do kryterium jedności doktrynalnej, a raczej do kryterium jedności administracyjnej. Po drugie, powstaje pytanie czy Rzym ma podstawy by twierdzić, że ma podstawy do postulowania swojej własnej jedności doktrynalnej? Patrząc choćby z perspektywy historycznej można mieć ogromne wątpliwości co do tego, czy rzymskokatoliccy teologowie z okresu np. kontrreformacji byliby w stanie utożsamić się z tym, co Rzym głosi dzisiaj. Chociaż zdefiniowane dogmaty pozostają te same, jednak ich rozumienie ulega stopniowej zmianie, a wpływa na to tolerancja pojęciowego pluralizmu, który w XVI wieku niejednego doprowadziłby w objęcia inkwizycji, a dzisiaj staje się mainstreamem w ramach rzymskokatolickiej teologii.
Chociaż Rzym twierdzi, iż jego nauczanie jest zawsze takie samo, to jednocześnie naucza, za kard. Newmanem o ewolucji dogmatu, co stanowi podstawę po stronie protestanckiej do zarzutu o ekwiwokację pojęć tzn. czy to co Rzym nazywa rozwojem doktryny jest naprawdę rozwojem czy raczej powoli dokonywaną zmianą. Co więcej, gdybyśmy nawet przyjęli, że dogmaty są ekspresją nieomylnie zinterpretowanego objawienia, to tak naprawdę te dogmaty są z kolei interpretowane przez różnych teologów, a te interpretacje nie zawsze są ze sobą zgodne. Na tym jednak nie koniec. Rzymskokatoliccy apologeci wskazują na niemożność funkcjonowania sola Scriptura jako formy fundamentalnego autorytetu, ze względu na konieczność prywatnego osądu w interpretacji Pisma, a jednak ten prywatny osąd jest konieczny, aby założyć autorytet Rzymu w nieomylnym definiowaniu wiary.
We współczesnym kontekście, zechciejmy spojrzeć na podział jaki rysuje się wewnątrz Kościoła Rzymskokatolickiego. Z jednej strony mamy progresywnych biskupów, którzy prą do modelu synodalnego i poszerzania moralnej tolerancji, a z drugiej strony tradycjonalistów, którzy twardo obstają przy autorytecie papieża, jednocześnie kwestionując w praktyce ten autorytet dokonując własnej interpretacji czyli prywatnego sądu w kwestii, kto jest papieżem, a kto nie. Innymi słowy autorytet papieski przysługuje tylko tym papieżom, których my uznamy za papieży. Pytanie jakie się pojawia: według jakiego kryterium ktoś jest oceniany jako prawdziwy papież a kto nie? W odpowiedzi słychać twierdzenie o fundamentalnym korpusie nauczania, który definiuje katolicką tożsamość, ale taki korpus opiera się na autorytecie magisterium i papieży.
Można by postawić wiele pytań i mieć wiele wątpliwości co do zasadności argumentu o absolutnej jedności doktrynalnej Kościoła Rzymskokatolickiego, ponieważ sama definicja tej jedności zapewne będzie się różniła od teologa do teologa i od apologety do apologety, nie mniej wymóg tej jedności, w takim kształcie jaki wydaje się cechować Kościół Rzymskokatolicki, wymagany jest od strony protestanckiej, choć z definicji oznaczałoby to odrzucenie sola Scriptura a więc zasady dla protestantyzmu definiującej. Pytanie, które stawiamy są natury epistemologicznej i dotyczą fundamentu chrześcijańskiej nauki.
Nie jest moim celem zakończenie polemiki, ponieważ ze względu na aksjomatyczne uznanie autorytetu, przez każdą ze stron, jest to niemożliwe. Jedyne więc co można zrobić, to przeanalizować prawdziwość uzasadnień podstawowych założeń, a w związku z tym odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wykorzystane argumenty nie stanowią manipulacji przez zastosowanie choćby tak niezauważalnego na pierwszy rzut oka mechanizmu ekwiwokacji. Biorąc pod uwagę argument wielu rzymskokatolickich apologetów o 30 (bądź więcej) tysiącach denominacji jako dowodzie przeciwko sola Scriptura, trzeba jasno powiedzieć, iż jest to manipulacja, która może przynieść zamierzony skutek, ale tylko wtedy, kiedy przejdzie niezauważona.
